Nie jestem „typową” blogerką

Nie jestem "typową" blogerką
by

Dzisiaj od serca i mniej wyrzutów do świata, a więcej do samej siebie. Choć tak naprawdę dobrze mi z tym jaka jestem i nie będę zmieniać się na siłę.

Kto czyta mojego drugiego bloga (lub tego), ten na pewno wie, że daleko mi do „typowej” blogerki i zawsze tak było. Właściwie to jaki jest ten typowy bloger czy typowa blogerka? Oczywiście dla każdego to na pewno oznacza trochę co innego, macie jakiś obraz w głowie, prawda? Ja też mam swój i wiem, że nigdy taka nie będę. Bo po prostu dobrze mi tak jak jest.

Tego nie robię, i tego…

Może nie zawsze. Często zdarza mi się mieć zarzuty do samej siebie, że nie udaje mi się prowadzić regularnie konta na Instagramie, a przecież już sobie postanowiłam, że postaram się wrzucać jedno zdjęcie dziennie, albo chociaż co drugi dzień. Albo że znowu nie udało mi się wstawić wpisu, choć w sumie to już czeka gotowy, tylko ostatnie korekty – ale nie, wpis czeka nawet kilka tygodni. Albo że znowu nic nie robię w związku z newsletterem. I tak dalej…

Niestety, nie umiem. Dlatego często mam do siebie o to pretensje. Przecież jestem blogerką! Tak nie można! Z takim udzielaniem się w sieci to przecież nigdy nie pomogę tylu osobom ilu bym chciała! Ale przecież nie będę zmieniała się na siłę.

Bo po co?

Nie będę publikowała co chwila zdjęć z mojego życia na Insta, bo wszyscy tak robią. Jak jestem w jakimś ciekawym miejscu to owszem, lubię podzielić się ładnym widoczkiem. Ale poza tym? Moje codzienne życie nie wydaje mi się na tyle interesujące, żeby co chwilę coś wrzucać. Bo tak naprawdę po co?

Cały czas się tego uczę, ale uważam, że należę do osób które żyją tu i teraz. Jasne, zdarza mi się powspominać czy pomarzyć, ale nie widzę większego sensu odrywania się od tego co się dzieje w danej chwili, żeby cyknąć fotkę i się pochwalić czy ogólnie podzielić. Nie zrozumcie mnie źle, nie zarzucam niczego osobom, które tak robią. Absolutnie, nawet je podziwiam. Śledzę różne osoby na Instagramie, z czego większość to blogerki, i naprawdę podziwiam je, że tak potrafią. Że mogą się na chwilę oderwać, zrobić zdjęcie, wstawić je i że jeszcze sprawia im to przyjemność! :)

Telefon? A co to?

Ja nie umiem. Bardzo często w ogóle zapominam zabrać ze sobą telefon. A jak jestem w domu, to już w ogóle nie pamiętam, że istnieje. Serio. Bardzo często zostaje wyciszony po zajęciach na uczelni i leży sobie w torebce czy gdzieś w kącie, a ja w ogóle się nie przejmuję, gdzie on jest. Naprawdę zapominam o tym, że w ogóle mam telefon. No i jak tu regularnie wstawiać coś na social media? ;)

Często zdarza mi się zarzucać sobie, że nie robię tych różnych rzeczy, nie prowadzę regularnie profili w social mediach albo że nie publikuję tak często jak bym mogła. Ale coraz częściej tłumaczę sobie, że przecież tak naprawdę nie ma w tym nic złego. Taka jestem, zapominam o istnieniu telefonu, nie używam go zresztą za bardzo do innych rzeczy niż smsowanie i dzwonienie (choć gdybym liczyła te wszystkie nieodebrane połączenia to w sumie do rozmawiania też go za bardzo nie używam…). Wolę przeżywać wszystko tu i teraz, być w sytuacjach (nawet najzwyklejszych) na sto procent, nie rozpraszać się publikacjami w social mediach. Nie przejmować się, że to kolejny dzień bez wpisów na blogach.

nic na siłę

Poddaję się…

…temu jak jest. Uczę się nie mieć do siebie pretensji o te rzeczy. Bo taka po prostu jestem i raczej nie ma sensu żebym na siłę to zmieniała. Może z czasem bardziej polubię robienie zdjęć na Insta czy zacznę częściej aktualizować statusy na Facebooku. A może nie, może zawsze już taka będę. Ale postaram się z tym nie walczyć, bo chyba nie ma sensu robić niczego na siłę, prawda? :)


Jaki jest cel tego wpisu? Trochę żebym się po prostu wygadała z tego, co mi leży na wątrobie. Czy gdzieś tam. A trochę po to, aby pomóc Wam zrozumieć, że nie ma sensu na siłę czegoś robić, bo inni tak robią, albo bo tak wypada, albo nie wypada nie robić, albo to jest „typowe”, więc Wy też powinnyście. Nie! Jeżeli Wam coś nie pasuje, macie inną naturę, nie zmieniajcie się na siłę. Jeżeli chcecie to zmienić, to jasne, spoko. Ale nic na siłę, a z czasem może ta zmiana sama się pojawi ;). A tak w ogóle, to zobaczcie jakimi wyjątkowymi Was to czyni :).

Jest w Was lub Waszym zachowaniu coś takiego, że czujecie się przez to gorsze, albo że nie do końca pasujecie do danego otoczenia? Ja nie uważam się za „gorszą” blogerkę nie udzielając się regularnie w social mediach czy nie publikując wpisów tak często jak inni. Taka jestem i dlatego też jestem sobą, a nie kimś innym. A jak to jest u Was? :)

Share

Trochę awanturna, trochę zbyt szczera i bardzo szczęśliwa :) Z uporem maniaka przekonuje innych, że optymistyczne podejście do życia jest fajne i że czekolada jest ustawową łapówką na świecie.

  • Oliwia

    Dla mnie, prowadzenie bloga to nie wstawianie postów – bo trzeba, bo robię to raz na tydzień, więc teraz wstawię coś nudnego lub krótkiego, bo nie mam co. Bez sensu. Blog z pasją to coś innego, a blogerów z pasją jest już coraz mniej!
    Także.. Miłego pisania, gdy nadejdzie wena i oby tak dalej!

    • Czasem łatwo się zagubić w blogowaniu, bo oczekiwania ze strony czytelników mogą być spore. Albo tak się nam blogerom przynajmniej wydaje :D Dzięki za komentarz :)

  • Ja też nie jestem typową blogerką, ponieważ nie traktuję bloga jako produktu do sprzedania, narzędzia pracy. Dla mnie to po prostu miejsce, gdzie mogę się wygadać, dlatego piszę tylko wtedy, kiedy mam ochotę i coś do powiedzenia – czyli zdecydowanie za rzadko, by zdobyć tłumy wiernych czytelników. Ale nie przeszkadza mi to. Nie potrzebuję lajków, nagród i fanklubów, by czerpać przyjemność z pisania.

    • Bardzo ładnie ujęte :) Dla niektórych blogowanie od początku było pracą, dla innych się w nią z czasem przerodziło, a dla jeszcze innych jest po prostu miłą formą spędzania czasu. Najważniejsze to czerpać przyjemność z tego co się wybrało i z tego jak jest :)